Fechmistrz
- Arturo Pérez-Reverte
Dobra śmierć jest w stanie usprawiedliwić wszystko.
Wręcz każde życie.
Kiedy poszła się przebrać, tym razem zamykając drzwi dokładnie, markiz
wystosowała formalne zaproszenie także dla Jaimego Astaroi, choć było
jasne, że nie zależy mu szczególnie, by ten je przyjął. Czując, że odegrałby
raptem rolę niemego świadka, don Jaime odmówił i uśmiechnął się tępo,
pogrążony w niemym smutku. Markiz był przeciwnikiem dużego kalibru i
fechmistrz miał wrażenie, że przegrał partię, zanim nawet ośmielił się
do niej przstąpić. Tamci odeszli pod ramię, zajęci ożywioną rozmową,
a on bezsilnie i z bólemwsłuchiwał się w odgłosoddalających się kroków
na schodach.
Całą resztę dnia chodził po mieszkaniu jak lew w klatce i pieklił się
na zaistniałą sytuację. W którymś momencie zatrzymał się przed lustrami
galerii i popatrzył w swoje odbicie.
- A czego się spodziewałeś? - spytał z pogardą.
Z drugiej strony odpowiedział mu gorzki grymas siwego starca.
(...) Miłość. (...) Tylko ona może dać na szczęście, a paradoksalnie
skazuje nas na najgorsze tortury. Kochać znaczy popaść w niewolę.
(...) Niewolnikiem jest ten, kto oczekuje czegoś od innych (...) Być
może tu tkwi błąd. Ten, kto od nikogo niczego nie potrzebuje, pozostaje
wolny. Jak Diogenes w beczce.
(...) żadna pułapka nie może się udać bez nieświadomego współudziału
ofiary. Nikt ie każe myszy dobierać się do sera w łapce.
Wie pan, gdzie leży problem? stanowimy ogon ostatniego z trzech pokoleń,
jakie z kaprysu historii następowały jedno po drugim. Pierwsze pokolenie
potrzebuje Boga, więc go wymyśla. Drugie wznosi świątynie temu Bogu
i usiłuje Go naśladować. A trzecie bierze marmur z owych świątyńbuduje
z nich burdele, w których czci własną chciwość, własny przepych i własną
nikczemność. Tak już jest, że po bogach i bohaterachprzychodzą zawsze,
nieuchronnie, miernooty, tchórze i idioci.Dobrej nocy, don Marcelino.
Strach - powiedział sobie - nie przystaje do jego charakteru ani wieku.
Najgorsze, co go może spotkać, to śmierć, a na jej spotkanie jest przygotowany.
(...)
Zawsze uważał, że każdy powinien mieć możność umrzeć na stojąco. I teraz,
gdy najbliższa przyszłość oferowałą tylko starość, obumieranie organizmu,
powolną agonię w przytułku albo rozpaczliwą kulę w łeb, on, Jaime Astarola,
profesor szermierki Akademii Paryskiej, ma oto okazję zagrać losowi
na nosie i stawić czoło czemuś, co inny odsunąłby z przerażeniem. (...)
Przypomnieał sobie słowa przeczytaniej ostatnio francuskiej powieści:
"Jeśli uzyska wewnętrzny spokój, to choćby cały świat sprzysiął
się przeciw niemu, ani odrobina smutku w nim więcej nie zagości"*
*Stendhal, Lucjan Leuwen |
|