Ewangelia
według Piłata - Eric-Emmanuel Schmitt
Dorośleć to wyzbywać się złudzeń. Dorośleć to spaść
z wysokiego konia. Dorosłości nauczyły mnie jedynie rany, przemoc, kompromisy
i rozczarowania. Cały wszechświat nagle został odczarowany. Bo co to
jest człowiek? To po prostu ktoś-kto-nie-potrafi. Kto-nie może wszystkiego
poznać. Kto-nie może wszystkigo zrobić. Kto-nie potrafi nie umrzeć.
Uświadomienie sobie własnych ograniczeń sprawiło, że roztrzaskał się
obraz mego dzieciństwa.Doroślałe, to znaczy pomniejszałem sam siebie
w świetle utraty złudzeń. W wieku siedmiu lat zdecydowanie przestałem
być Bogiem.
— Mój mały Jeszuo — mówiła — nie trzeba za mocno
kochać. Inaczej będziesz za mocno cierpiał.
Nie ciągnęło mnie wczale do tego, by zostać rabbim, wciąż bowiem podsycałęm
w sobie upartą nieufność do ludzi, którzy wszystko najlepiej wiedzą,
i do praw, którym obca jest głębsza refleksja. Religia w swojej ustalonej
postaci, zorganizowanej, zhierarchizowanej, przeżuwała martwe słowo,
postradawszy ducha dla litery. Toteż ja starałem się odnaleźć słowo
Boże poprzez milczenie i medytację.
— Dobra, dobra... Mężczyzna zwierza się kobiecie ze swoich
grzeszków głównie po to, aby dorzucić do ich listy jeszcze jeden...
Prawda jest taka, że tego wieczoru nad brzegiem rzeki, przeżytego w
miłosnej euforii, która kazała nam obejmować się ciasno ramionami i
przytulać do siebie, otrząsając się na widok nędzy, odkryłem, jak bardzo
egoistyczne potrafi być szczęście. Szczęście chroni się przed wszystkimi,
zamyka za sobą drzwi, zamyka okiennice i zapomina o całym świecie, wznosząc
wokół siebie niezdobyte mury. Szczęście zakłada, że nie chcemy widzieć
świata, takim jakim jest. Owego wieczoru szczęście ukazało mi się jako
coś nie do zniesienia.
Bóg daje wszystkim jednakowo: życie, a potem śmierć. Reszta zależy od
ludzi i okoliczności.
... — A zwłaszcza kochaj innych, tych, którzy ci zostali, i mów
im to. NIe zwlekaj. To jedyna rzecz, której śmierć może nas nauczyć:
nie ma nic pilniejszego jak miłość.
Zstępując bowiem do źródła miłości, odkryłem, że cnoty, którymi obdarzył
mnie Bóg, by mnie wspierać, były właściwe kobietom. Bóg przemawiał do
mnie jak matka. Wskazywał mi na te bezimienne bohaterki, które byłj
jego obrazem na ziemi, te wszystkie dawczynie życia, dawczynie miłości,
te, które kąpią co wieczór swoje dzieci, potrafią utulić ich krzyk,
zaspokoić głód, te służebnice od niepamiętnych czasów, których gesty
przynoszą wytchnienie, czystość i rozkosz, te najbardziej uniżone z
uniżonych, wojowniczki dnia codziennego, królowe uważności, cesarzowe
czułości, które opatrują nasze rany i niosą ulgę strapieniom. Mężczyźni
stoją na straży społeczeństwa, które płodzi zmarłych i rozdmuchuje nienawiść.
Kobiety są strażniczkami natury, która obdarza życiem i nakazuje miłość.
Kto chce rządzić narodem, musi się liczyć z tym, czego on pragnie. Ofirować
ludzkości jej złudzenia.
To prawda, kochałem Klaudię, ale jej czysto kobiecy sposób rozumienia
rzczywistości wystawiał na ciężką próbę moją męską inteligencję. Klaudia
należy do tej kategorii istot, dla których wszystko jest znakiem: upadek
liścia, lot ptaka, użycie pewnego słowa, zbieżność myśli, kierunek podmuchów
wiatru, kształt chmury, oczy kotów czy milczenie dziecka. Niczym wróżbiarze,
kobiety są skłonne dopatrywać się wszędzie ukrytego zamysłu, mają tendencję
do odczytywania przedmiotów i zjawisk, jakby to był zwój pergaminu.
One nie patrzą - one rozszyfrowują. Wszystko ma zawsze jakieś znaczenie.
Jeśli przesłanie nie jest oczywiste, to z pewnością zostało ukryte.
Żadnej luki czy braku sensu.
... ludze już tacy są: gdy idą, patrzą przed siebie, a nie pod nogi.
Wiesz przecież dobrze, że podróży nie odbywa się na drodze, lecz wewnątrz
samego siebie.
...I że trzeba zawsze, w każdej sytuacji, nawet jeśli nikt nie chce
nas słuchać, mieć odwagę kochać. |
|